2008/02/11

oczekiwanie

Oczekuję na zbliżający się koniec jak na wybawienie wiedząc, że może mnie spotkać więcej bólu i cierpienia niż za życia. Bezwładnie kładę się
i odpoczywam... a przynajmniej staram się chwilę odpocząć, tymczasem nachodzą mnie myśli o bezsensowności życia, smutek, zrezygnowanie. Poddaję się z całego serca... nie mam już siły.

Nadaję się najwyżej do nieistnienia. Do niczego więcej. Widzę się czasami w lustrze.. i odczuwam wstyd przed wyjściem między ludzi... nie wierze ani trochę w jakiekolwiek neutralne intencje wobec mnie. Wszyscy wrogo są nastawieni, wszyscy chcą mojej porażki. Zbyt dobrze znam ludzi.

Nie widzę sensu pisania niczego więcej. Podsumowując:
Jestem beznadziejny. To koniec. Nigdy więcej nie wyjdę z domu.

btw to chyba najgorszy koniec jaki mogłem przewidzieć dla siebie :-( nic miłego mnie nie czekało w tym zrytym życiu... do tej pory nie wybaczyłem nikomu, że żyję. huh, muszę wziąć sprawy w swoje łapki i uśmiercić się jak najszybciej.

Brak komentarzy: