2008/01/29

w końcu to i tak koniec

Godzina druga w nocy, a ja czuję się wyśmienicie. Cisza i spokój, niezmącone towarzystwem zuych ludzi, to wszystko czego mi potrzeba. Trochę mi wstyd, że wyszło tak, a nie inaczej - osiągnąłem swój wymarzony cel. Nie ma już niczego ciekawego w moim "życiu".
Ja wierzę, że przegrałem... gdzie tylko mogłem. Jestem nikim... smutne ale prawdziwe (smutne chyba tylko w stereotypie, ja tam wiem, że tak miało być).

Krótkie odniesienie do rozważań o przyszłości kraju: martwię się. Kultura całego świata zmierza w złą stronę - staje się "sprzedawalna" do granic możliwości.
Patrząc wstecz na miliony osób, które poświęciły życie dla czegoś, co dla ludzi współczesnych jest niczym: wstydzę się. Mam wrażenie, że krajowi potrzeba wojny... ten kraj bez wojny jest niczym... smutne słowa...

Wracając oczyma wyobraźni z warszawskich, "wiejskich" salonów trafiam do swojego małego pokoju. Chcę tu wrócić... do siebie, do swoich myśli. Położę się i w rozpaczy uronię łzę nad samym sobą.

btw "idź i patrz.. na cwaniaków w śliskich dresach, zamiast mózgu puszka żelu, a dla uciechy wszystkich... obraz ślicznie ubranego chama." idź i patrz... bo nie jesteś lepszy...

Brak komentarzy: